Ślub mamy i taty

Mama i tato od kiedy pamiętam, byli bardzo kochającym się i zgranym małżeństwem. Mieli dużo wspólnych zainteresowań i lubili bardzo spędzać ze sobą czas będąc przede wszystkim para wiernych sobie przyjaciół. Ich największą wspólna pasja i zarazem miłością był wypełniony przeróżnymi gatunkami kwiatów i roślin ozdobnych ogród, który uprawiali razem niemal od dnia ślubu. Mama była prawdziwa królowa tego ogrodu. Dbała z wielkim wyczuciem, wrażliwością i pieczołowitością o rosnące w nim kwiaty. Doglądała róż i stokrotek, służyła pielęgnacja pięknym różowym piwoniom i różnej maści liliom, w ogrodzie występowały prawie wszystkie znane mi kwitnące kwiaty, a mama dbała o to, żeby wyglądały jak najokazalej. Ogród, który pielęgnowali stanowił wraz z małym, lecz niezmiernie pięknym domem ich najwspanialszy prezent ślubny, który otrzymali od swoich rodziców. Mama i tato cieszyli się bardzo, z tego niesamowitego prezentu, który był dla nich kompletnym zaskoczeniem i niespodzianką, której nigdy by się nie spodziewali. Wiedzieli o tym doskonale, że własny dom, to niezbędna podstawa do budowania rodziny, której brak niejednemu małżeństwu. Doceniali więc dar swoich rodziców i byli za niego wdzięczni im bez reszty. Kiedy tylko skończyły się uroczystości weselne, mama z tatą zaczęli urządzać swoje nowe życie w ich pięknym zacisznym i maleńkim domku. Od razu zaczęły się tam wielkie remonty, rodzice tez niemal od początku z wielka energią i zaangażowaniem przystąpili do projektowania ogrodu. Połączyli tu wspaniale swoje siły, bo oprócz miłości i cierpliwości, która moja mama żywiła w stosunku do kwiatów, była tez tam potrzebna męska siła, która nie oprze się sile przyrody. Tato usuwał stare krzewy, które nie nadawały się już do dalszej hodowli, karczował drzewka, które musiały być wycięte i potem dopiero przygotowywał ziemię, w której mama mogła zacząć sadzić swoje ukochane kwiaty. Teraz, gdy od pamiętnej daty ich ślubu minęło wiele lat, ogród był prawdziwym kwiatowym majstersztykiem, przyciągając uwagę okolicznych sąsiadów, jak również owadów i gniazdujących tu ptaków. Wokół słychać było każdego lata radosne ptasie śpiewy i trele, uważny słuchacz mógł usłyszeć także wyraźny odgłos setek, a może nawet tysięcy pszczół. Na swoje lokum, ogród moich rodziców obrały sobie także pięknie ubarwione, kolorowe motyle. Lubiłam przystawać, by zachwycić się choć na chwile pięknem ogrodu. Lubiłam patrzeć na wspaniale pachnące w jego sercu kwiaty i krzewy, które dobrze przycinane rosły coraz okazalej. To była chyba najwspanialsza pamiątka ślubna i najwspanialszy ślubny prezent, jaki można było sobie wyobrazić. Miejsce prawdziwego azylu i odpoczynku od trudów codzienności dla obojga małżonków, które jednoczyło ich niesamowicie, nadając ich życiu specyficzny i dobry sens, którego tak bardzo brakowało innym przeżywającym wciąż nowe kryzysy małżeńskim parom. Dodatkowo piękny i rozkwitający latem kwietny ogród, był wspaniałym symbolem i odzwierciedleniem, dla ich wciąż kwitnącej miłości.               http://www.wyslijkwiaty.com/slub-c-12.html